Spotkanie z katem czyli poznajemy Biecz
Dodane przez Admin dnia

Wyruszyliśmy do Biecza o godzinie 9. Po drodze rozmawialiśmy w autobusie. W muzeum spotkaliśmy panią...

Rozszerzona zawartość newsa

Wyruszyliśmy do Biecza o godzinie 9. Po drodze rozmawialiśmy w autobusie. W muzeum spotkaliśmy panią, która nas oprowadzała. Najpierw weszliśmy do starej apteki i oglądaliśmy różne przedmioty z dawnych czasów. Były tam stare butelki z lekarstw i nawet była stara kasa, w której płaciło się pieniądze za leki. Potem poszliśmy do kolejnej części apteki – tam na ścianie była skóra z krokodyla i pancerz żółwia, były tam też leki i przyrządy do robienia różnych ziół. Kiedy oglądnęliśmy przyrządy poszliśmy do sali, w której znajdowały się stare instrumenty: skrzypce, flety i pianina oraz na półkach stare zeszyty z nutami. Przeszliśmy do takiej jakby piwnicy, która miała pięć pięter w dół. Gdy zeszliśmy na pierwsze piętro zobaczyliśmy tam różne przyrządy do robienia leków.

Potem poszliśmy zwiedzać stare mury obronne i kościół. Pani opowiedziała nam legendę o tym, że w jednym z tych filarów jest ukryty skarb i że czasie najważniejszego święta kościół ma się rozwalić i ma wlać się woda, a skarb - wypłynąć. Gdy wyszliśmy z kościoła poszliśmy na spotkanie z katem - dwie lub trzy koleżanki weszły, bo pani chciała, żeby zaświecić światło, gdy one weszły, to zaraz uciekły. Ja wszedłem, ale też się przestraszyłem. Potem cała grupa robiła zdjęcie z katem, następnie kat wziął mnie, kazał uklęknąć i położyć głowę na takim jakby krześle i udawał, że ścina mi głowę sztucznym mieczem.
Po spotkaniu z katem poszliśmy do restauracji, w której zjedliśmy pizzę i wypiliśmy herbatę. Następnie pan, który był przebrany za rycerza opowiadał o tym co rycerze w dawnych czasach jedli i pili. Również opowiadał o wielu walkach np. o walce pod Grunwaldem. Po wysłuchaniu rycerza mogliśmy dotykać jego broni i zbroi. Gdy już oglądnęliśmy ekwipunek rycerza zaproponował nam wybicie monet, które kosztowały 5 zł.


Później poszliśmy do ratusza, żeby wyjść na wieże ratuszową. Pani powiedziała nam w ratuszu, że musimy się podzielić na dwie grupy po dziesięć osób i żeby każda grupa wchodziła osobno. Gdy weszła pierwsza grupa my po pięciu minutach szliśmy za nimi i zeszliśmy na bok, bo oni schodzili. Czekaliśmy chyba sześć minut aż oni zejdą. Gdy wyszliśmy na górę, a schodów było aż sto sześćdziesiąt sześć, pani Wojnarek pokazała nam Gorlice. Następnie po schodach zeszliśmy z wieży ratuszowej i poszliśmy do takiego jakby sklepu. Wycieczka bardzo mi się spodobała, a najlepsze było spotkanie z katem.
Wrażenia z wycieczki pt. Mikołajowo w Bieczu napisał również Filip.
tekst: Jakub Mężyk, foto: Filip Data, klasa Va